Tematyka całkiem kontrowersyjna, bowiem dotycząca wielkiej zmiany na 2 scenach! Jakiś czas temu światem wstrząsnęła decyzja zarządu MYM w sprawie wypuszczenia dywizji Starcrafta i Warcrafta.
"Kredyt umarł, kryzys żyje - kto nie płaci, ten nie pije" - takie głupawe powiedzonko na początek, żeby wprowadzić w lekko sarkastyczny ton reszty wypowiedzi. Czemu w ogóle je tu zamieściłem? Z nieznanych mi przyczyn przywołuje mi na myśl właśnie zaistniałą sytuację.
Wszędzie jesteśmy straszeni kryzysem: w telewizji, gazetach, radiu... Nawet ateista mógłby uwierzyć.
MYM od dłuższego czasu nastrajało pesymistycznie do 2009 roku. Jeden z managerów nawet strzelił tekst na kilka tysięcy znaków pisząc, że
to przełomowy rok dla sportów elektronicznych - rok cięć, zaciągania pasa, itp. Oto idealne rozwiązanie na pozbycie się ważnej i - niestety - wymagającej sporych nakładów pieniężnych dywizji, czyli Warcrafta 3. I to w taki sposób, żeby nawet haterzy przyklasnęli.
Co się natomiast przytrafiło Starcraftowiczom? Relatywnie tania dywizja, bo można ją utrzymać w całości za rzekomą pensję Moona. Relatywnie tania, bo nadchodzi sequel, a to zwraca z powrotem uwagę na pierwszą odsłonę. W dodatku na tegorocznym WCG najprawdopodobniej rywalizować się będzie jeszcze w "jedynkę". Ta dywizja świetnie sobie radziła na scenie, a jej popularność stale rosła wśród społeczności. Ktoś mi może zarzucić, że darzę Starcrafta sentymentem. Ok, dobra - nie przeczę. Tak rzeczywiście jest. Mimo tego wydaje mi się, że posiadanie akurat tej dywizji w tym okresie jest wyjątkowo dobrym posunięciem. Dlatego też zdziwił mnie krok podjęty ze strony managementu. To tak jakby na siłę chcieli pokazać światu, że zmieniają politykę firmy, skupiają się na grach drużynowych. Jednak wcześniejsze teksty o kryzysie wskazywałyby, że najzwyczajniej w świecie nie stać MYMu na Warcrafta.
Być może tego próbowali uniknąć, nie chcieli się przyznać do swojej słabości - zastosowali więc radykalne środki. Pozbyli się dwóch najbliższych sobie gatunkowo dywizji.
To by tłumaczyło, czemu zawodnicy nie zostali poinformowani o tym wszystkim wcześniej.
Bo tego, że Moon, Grubby lub Lucifer mogli nie wiedzieć do ostatniej chwili, że się pożegnają z drużyną nikt mi nie wmówi. A taka sytuacja miała miejsce w dywizji SC. Pamiętam, jak jeszcze pół roku temu MYM odpowiedziało na zarzuty Carmaca z artykułu na SK Gaming, w którym twierdził, że
pewna drużyna pompuje sztucznie pensje w branży. Sam dobrze wiem, jak ciężko przychodzi przyznawanie się do błędu... Może tak było po prostu najłatwiej?
Jak więc mógłbym inaczej zatytułować ten tekst?
Toż to rzeźbienie w gównie najwyższej klasy dłutem i młotem artystycznym, w profesjonalnej pracowni. Szkoda tylko, że tworzywo po wszystkim i tak pozostanie zwykłym kałem. Pozbywamy się jednej nierentownej dywizji, a wraz z nią kopiemy po tyłku drugą, dużo tańszą w utrzymaniu, a przy tym dającą świetny start do rywalizacji na nowej platformie. Wystarczyło to ładnie opakować, nadać temu odpowiednie kształty i na koniec przyozdobić kokardką z ręcznie napisaną laurką. Cały świat to łyknął. Ba! To dopiero początek.
Nawet w Polsce straszy się kryzysem. Nasza rodzima scena jest pełna kontrastu. Z jednej strony BVG inwestuje w dywizje omawianych wyżej gier całkiem sporą kwotę jak na nasze warunki, z drugiej PGS i Carmac - a za nimi wianuszek naśladowców - wróżą kryzys.
Tylko czy chodzi o kryzys branży (zapytajcie choćby włodarzy ESL PL), czy też poszczególnych firm? Komu wierzyć?