Zmotywowany tym, że w moim rodzinnym Radomiu miała odbyć się jedna z imprez związanych z prezentacją Gran Turismo 5 udałem się tam by... usłyszeć w punkcie obsługi klienta: "Nie mam pojęcie, nic o tym nie wiem".Piękna, słoneczna, ale nieupalna niedziela. Wraz z dobrze wam znanym Łukaszem "lechem" Leśniewskim udałem się do położonego niedaleko naszego osiedla hipermarketu E.Leclerc.
Gran Turismo 5 Proloque, maty do tańczenia, hasła zapraszające całe rodziny etc. Pomyślałem będzie fajnie, w końcu Gran Turismo to wyścigówka przy której najwięcej czasu spędziłem przed PlayStation. Jedynie gdzieś z tyłu głowy odzywał się niepokój, że nigdzie w Radomiu, ani nawet w Leclercu jeszcze kilka dni wcześniej, nie widziałem plakatu zapraszającego na tę imprezę...

Drzwi wejściowe, a na nich promocja kup 2 puszki czegoś, 1 dostaniesz gratis. Spoko, może później, w końcu nie po to tu przyszliśmy. Pasaż, te same stoiska co zawsze. Pora niedzielnego obiadu, mało ludzi. W punkcie obsługi klienta nikogo nie ma. Cudownie. Szukamy sami, najpierw pasaż. Na jego samym końcu tłum. Jest! To chyba tutaj. Idziemy szybkim krokiem stwierdzając, że nawet sporo ludzi. Gdy dochodzimy widzimy rzeczywiście grupkę napalonych jak cholera ludzi... ale nie na Gran Turismo 5, tylko na lody gałkowe po promocji. No pięknie. Come back, wchodzimy na sklep po plecakowych utarczkach z ochroną, as usual. Może to jakimś cudem tutaj. Stoisko z grami i elektroniką ? pustki, nie ma nawet do kogo gęby odezwać żeby się zapytać. Obchodzimy sklep wokoło, sprawdzając stoisko rybne i z pieczywem... garmażerkę też. Kto wie jaki inteligent decydował gdzie to postawić. Pustki, nic nie ma. Wracamy. W punkcie obsługi klienta pojawiła się Pani. W końcu pytamy. Zdziwiona odpowiada, że nie ma o tym żadnego pojęcia, że nic o tym nie wiem. No pięknie. Pozostaje tylko kupić Żubrówkę 0.7 l w Żubranku i wracać do domu... Za imprezę dziękujemy Leclercowi, Coca-Coli oraz Logitechowi.

Generalnie nie lubię być robiony w... balona. Nie trawię niedotrzymywania słowa i tego, że ktoś robi sobie z gęby cholewę. Najgorsze jest to, że gdyby Radomia nie było na tej liście poszedłbym na ten turniej w Lublinie (tak, z wiarygodnych źródeł wiem, że tam impreza sie odbyła). Niech ktoś następnym razem zanim coś puści w eter dokładnie zaplanuje i dopnie na ostatni guzik.