Przed godziną na pocztę elektroniczną dostałem notkę prasową o trzeciej edycji Polskiego Finału Mistrzostw Świata w Sportach Elektronicznych - Electronic Sports World Cup 2008 Poland. Czego??? Gdybym wyhodował choć w połowie tak długą kozią bródkę jaką mają słynne poznańskie stukacze, właśnie rozpocząłbym jej rzezanie.
Polski Finał Mistrzostw Świata jest albo lapsusem albo z góry przewidzianym chwytem marketingowym. (Coś mniej więcej jak te nasze śmieszne polskie "organizacje" mianujące się profesjonalnie brzmiącym "multigamingiem"). Określenie narodowych kwalifikacji finałem mistrzostw świata nasuwa podświadomie myśl, iż (wdech) narodowe kwalifikacje są finałem mistrzostw świata (wydech).
To nie jedyna rzecz która mimowolnie powoduje powstawanie ironicznego uśmieszku na mej paskudnej facjacie.
Druga to tradycyjna litania pod tytułem "
zapierające dech w piersiach pokazy, jakich jeszcze nie było, (...)emocjonujące turnieje, jakich jeszcze nie było (...), jakich nie zobaczą nigdzie indziej" wielki, wspaniały, niepowtarzalny, bla, bla, bla i tak dalej. Gdzieś tam w końcu się doczytałem, że oprócz pokazu sprzętu najlepszych komputerowych marek będzie i turniej. Tak! Turniej! I to nie byle jaki. Bo z nagrodami. Poczta Polska już zaciera ręce. A potencjalni zwycięzcy uregulowują rachunki na Alledrogo, co by spylić niepożądane torby ze sprzętem zastępczym.
I żeby nie było, że autor spłodził bezmyślnie tekst przez spóźniający się mu okres napiszę, że z niecierpliwością wyczekuję drugie weekendu maja, gdyż dla FX będą to dwa najważniejsze dni tego roku.
A i jeszcze jedna rzecz, która zamieniła wyraz mej twarzy z socjopaty na pozornie zadowolonego:
